Przesłanie córki katyńczyka do polskiej młodzieży

NASZ DZIENNIK

Piątek, 5 października 2007, Nr 233 (2946)

Dział: Myśl jest bronią

Wołaliśmy, prosiliśmy…

Podobnie jak w innych miastach, również w Gdańsku odbyła się premiera filmu Andrzeja Wajdy „Katyń”. Premiera niezwykła, bo z udziałem Rodziny Katyńskiej z Gdańska i z Gdyni, pracowników gdańskiego oddziału IPN, pomorskiego kuratora oświaty oraz młodzieży. Obecna była m.in. jedna z ostatnich wdów katyńskich, pani Edelgarda Janca, żona lekarza wojskowego, por. Izydora Jancy (lat 36), zamordowanego na początku kwietnia 1940 roku. Dyrektor oddziału gdańskiego IPN dr hab. Mirosław Golon przypomniał historię zbrodni i historię kłamstwa katyńskiego. Było to poruszające wystąpienie – nie tylko historyka odtwarzającego fakty, lecz także człowieka, który nie ukrywał emocji i wzruszenia sprawą. Następnie wystąpiła pani Halina Szpilewska-Młyńczak z Gdyni, córka zamordowanego w Katyniu ppor. Gustawa Szpilewskiego (lat 38). Ze względu na szczególne treści tego wystąpienia, będącego przede wszystkim przesłaniem skierowanym do młodzieży, publikujemy je poniżej w całości.
Piotr Szubarczyk

Przesłanie córki katyńczyka do polskiej młodzieży
Mój śp. ojciec, Gustaw Szpilewski, kierownik szkoły w Wielkich Żuchowiczach, w powiecie stołpeckim, województwie nowogródzkim, był wnukiem powstańca listopadowego. Matka, Maria z Terleckich, była lwowianką, podobnie jak ojciec uczyła w żuchowickiej szkole. Jej stryj, Władysław Terlecki, ma swój grób na sławnym cmentarzu Orląt Lwowskich. Moja mama, mój brat i ja spędziliśmy niemal całą wojnę na wygnaniu w Kazachstanie. Sowietom nie wystarczyło raz zabić naszych mężów, ojców i braci. Wywożąc ich matki, żony i dzieci, w pamiętnym kwietniu 1940 r., zabijali ich po raz drugi. Ale my byliśmy twardzi. Wielu z nas przeżyło, by dziś świadczyć.

Szanowni Państwo, zgromadzeni na premierze filmu, po którym tyle sobie obiecujemy. Kochani młodzi ludzie, do których przede wszystkim kieruję te słowa. Cóż mam powiedzieć? Jak powrócić do tego, co bolało, co ciągle boli? Najpierw zwrócę się do naszych mężów, ojców, braci. Będzie mi przez to łatwiej mówić także do Was.
Wołaliśmy, prosiliśmy: „Wróć, Jasieńku, z tej wojenki, wróć…” Nie wróciliście, polscy żołnierze – tułacze. Ostatnia droga zaprowadziła was do Charkowa, do Miednoje, do Katynia. Tam, na cmentarzach wojennych z polskim godłem narodowym, z symbolem Virtuti Militari, wschodzą wam dziś „Ranne zorze” i szumią brzozy. Posadzone na waszych ciałach 67 lat temu sosny ronią kropelki żywicy. A nam, gdy tam jesteśmy, wciąż się zdaje, że to błyszczą w słońcu łzy żołnierzy września. Skamieniałe łzy naszych ojców, braci, synów! Synów polskiego Narodu! Wiernych obrońców Ojczyzny, strzegących progu rodzinnego domu. Miast, miasteczek, wiosek, zaścianków, dworów i chutorów. Rzek, lasów i polskiego morza.
Z czcią i z szacunkiem wieźliśmy garście ziemi nasiąkniętej waszą żołnierską krwią, by wasze prochy złączyć kiedyś ze swymi! Bo duch wasz swobodny jest zawsze z nami!
Gdy się wczytuję w katyńskie epitafia i oglądam liczne fotografie, to widzę was wszystkich wspaniałych, szlachetnych, ambitnych w pracy zawodowej i w obowiązku żołnierskim. Wielu z was wywalczyło Polsce niepodległość u boku Marszałka, w szeregach Błękitnej Armii, w powstaniach na Śląsku i w Wielkopolsce, w sławnej bitwie pod Warszawą pamiętnego roku dwudziestego. Widzę was na paradach i na ćwiczeniach wojskowych. W kawalerii, piechocie, na okrętach wojennych i w samolotach bojowych.
Lecz nade wszystko widzę szczęście na waszych obliczach, gdy rączka małego synka ufnie tonie w męskiej dłoni ojca, taty, tatusia, tatuśka…
Ileż radości przechowały fotografie z rodzinnych albumów! Ślubów, chrzcin, zabaw towarzyskich, spotkań narzeczeńskich. Piękne, eleganckie kobiety u boku przystojnych mężczyzn. To wszak nasze wspaniałe matki, nijak nieprzeczuwające swego wdowieństwa, sieroctwa ukochanych dzieci.
Nieszczęście przyszło do nas najpierw 1 września z Niemiec, potem pamiętnego 17 września od wschodu. Maszerowało w znienawidzonych czapkach budionówkach, z czerwonymi gwiazdami na czole. Jechało na taczankach, fruwało na samolotach. Skończył się nasz czas szczęśliwego dzieciństwa u boku młodych rodziców.
Z tęsknotą i z nadzieją wyglądaliśmy swoich najbliższych. Czekaliśmy wieści od nich. Z końcem listopada zaczęła napływać korespondencja z obozów jenieckich w Kozielsku, w Ostaszkowie, w Starobielsku. W wielu listach było ostrzeżenie: Pisz mało, zwięźle i oględnie…

Z listu do jednej z żon:
„Sądzę, znając Ciebie, że sob ie poradzisz i chleba Ty i dzieci będą miały. Nie upadaj na duchu – bądź silną! W takim położeniu, bez mężów i ojców, jest dużo. Bądź przekonana, że kiedyś znowu będę przy Tobie i Dzieciach, jak dziś jestem z Wami i z całą Rodziną […]. Żałuję, że nie jestem południowym ptakiem, który by wiosną powrócił do Was…”.
W moim domowym archiwum przechowuję cenną relikwię rodzinną i narodową. To list mojego ojca:
„Piszę już trzeci list, a otrzymałem tylko pocztówkę. Staram się o Was jak najmniej myśleć. Często widzę obraz, jak Haluśka i Waldeczek, idąc spać, składają raczki i mówią: ‚Daj zdrowia dla Tatusia’ […]. Proszę Was, Dziatki, abyście Mamusi słuchały, a Waldeczek, żeby był dobrym uczniem, swych nauczycieli słuchał, Mamusi pomagał i Siostrzyczkom krzywdy nie robił”.
W swoich zapiskach z zesłania, w roku 1943, moja matka pisze:
„Walduś dziś płakał – pewnie wspominał Tatusia. Nie chce nawet słyszeć, że jego Tatuś miałby nie żyć. Łudzi się nadzieją, ja natomiast myślę, że pewnie nie żyje”.
Najdrożsi nasi! Teraz, po latach, widzę was honorowych i wiernych dewizie oficerskiej: Bóg, Honor i Ojczyzna. Ale widzę was także jako ludzi nieszczęśliwych, zniewolonych, uwięzionych, sponiewieranych, zagrożonych w istocie swego człowieczeństwa. Ból przeszywa serce, a dzisiejsza znajomość faktów dopytuje się: dlaczego zabroniono wam walczyć z sowieckim agresorem? I jeszcze ta skarga i pytanie do Bogarodzicy: Jak wybaczyć Kainowi?

Drogie Rodziny Katyńskie!
Tak jak i Wy, noszę wyryty na mym sercu stygmat katyński. Cieszmy się jednak, że mamy godne cmentarze wojenne z polskim godłem narodowym i z krzyżem chrześcijańskim w Miednoje, w Katyniu i w Charkowie. Czekamy wciąż na cmentarze w Kuropatach koło Mińska i w Bykowni koło Kijowa. Może i gdzie indziej? Nie byłoby cmentarzy, gdyby nie padł totalitarny Związek Sowiecki i gdyby nie powstała Federacja Rodzin Katyńskich. Pamięć nie dała się zgładzić! Przechowaliśmy ją w rodzinach! Jej strażniczkami były przede wszystkim nasze wspaniałe matki. To one na wigilijnym stole stawiały pusty talerz i czekały wbrew nadziei. Contra spem spero… Są tu z nami. Już tylko nieliczne. Na ich ręce składamy podziękowania wszystkim matkom, wdowom katyńskim. Dziękujemy za trud niepomierny wychowywania nas w tych ciężkich latach okupacji sowiecko-niemieckiej i zatęchłego Peerelu. To one, wdowy, słodziły nasze dzieciństwo, z wyrzeczeniem i z samozaparciem pomagały zdobywać nam należyte zawody. Moja matka, śląc do akademika w Gdańsku blachę ciasta i dziesiątek jaj, kończyła list słowami: „Ucz się, wyjdź na ludzi, tak, żeby Twój Tatuś był z ciebie dumny. Miej Boga w sercu!”. Dziękujemy Wam, Matki! Po chrześcijańsku nie budziłyście w nas nienawiści do morderców, ale i nie namawiałyście do przebaczania bez spełnienia najważniejszego warunku: ujawnienia prawdy i moralnego pokajania się sprawców.

Kochani młodzi Polacy roku 2007!
Pamięć nie dała się zgładzić! My, dzieci katyńczyków, zostawiamy Wam i przyszłym pokoleniom wyrytą na kamieniach, na tablicach epitafijnych, w granicie i w spiżowych rzeźbach, w licznych wydawnictwach pamiętnikarskich i albumowych – pamięć o zbrodni. Strzeżcie jej! Dziękujemy wszystkim Rodakom, że byli z nami na przestrzeni tych trudnych lat, kiedy przechowanie tej pamięci i świadectwo o zbrodni wymagało heroizmu.
Czekaliśmy na film o zbrodni ponad pół wieku. Znamy jej historię. Znamy opracowania naukowe ukazujące się w Polsce, na Zachodzie, a nawet w samej Rosji. Pani profesor Natalii Lebiediewej przyznajmy już dziś tytuł Sprawiedliwej, zmagającej się od lat z kłamstwem katyńskim.
Ciężko nam będzie patrzeć na filmowy obraz ostatnich dni i godzin naszych ojców, mężów, braci. Lecz zahartowani i okrzepli w bólu katyńskim, jak skamieniała żona Lota, nie wstrzymujemy naszych łez, gdy spłyną spod powieki. Mamy do nich prawo! Mają do nich prawo ci, po których od 67 lat płaczemy!
Cieszymy się nadzieją, że może dzięki temu filmowi do młodego pokolenia Polaków i do ludzi na całym świecie dojdzie wreszcie istota prawdy o ludobójczym komunizmie, niosącym zagładę tylu narodom podbitym przez Związek Sowiecki, nie wyłączając narodu rosyjskiego. W tym samym Lesie Katyńskim są przecież doły zamordowanych tam obywateli Związku Sowieckiego. Hańba temu systemowi i jego współczesnym epigonom!
Halina Szpilewska-Młyńczak
www.naszdziennik.pl